Mamy swoich ulubieńców

Mamy swoich ulubieńców
Przedstawiciele handlowi nie dają nam pracować – skarżą się sprzedawcy. Zdarza się, że do jednego spożywczaka zagląda dziennie kilku przedstawicieli i każdy chce sprzedawcy zająć „tylko” kilkanaście minut.

Czasami, gdy widzę czwartego przedstawiciela wchodzącego do sklepu rano, to mam ochotę wyrzucić go za drzwi – skarży się Halina Dobrzyńska, ekspedientka z jednego z poznańskich sklepów całodobowych. Przychodzą akurat wtedy, gdy jest największy ruch. – Zawracają głowę detalami, a to że produkt nie tak wystawiony, a to że mają jakąś ciekawą nową ofertę i koniecznie chcą o niej opowiedzieć, a to chcą podarować jakiś gadżet, który ma niby zachęcić do reklamowania ich produktów, a klienci czekają w kolejce i się denerwują – opowiada kobieta. Podobnie jest w kioskach. – Najgorsi są ci od papierosów – skarży się Danuta Klich, jedna z gnieźnieńskich kioskarek. – Przychodzi jeden i na wystawie przestawia mi papierosy, za nim jest następny, który robi to samo. A za jakiś czas przychodzi ten pierwszy i pyta, dlaczego coś jest poprzestawiane. Każdy twierdzi, że taka jest umowa z firmą i jego produkt jest najważniejszy. Ja już tracę rachubę – mówi pani Danuta. Już jej nawet nie cieszą prezenty, jakimi obsypują ją przychodzący panowie w garniturach. – Miło jest dostać jeden kalkulator, segregator do monet czy ładny kubeczek, ale ile można – zastanawia się.

Dobry przedstawiciel ma być kompetentny
Sprzedawcy najbardziej skarżą się na to, że przedstawiciele handlowi zajmują im bardzo dużo czasu.

Ale to nie jedyna ich przywara. – Denerwuje mnie, gdy przedstawiciele handlowi są niekompetentni – przyznaje Eugenia Butka, właścicielka sklepu w Luboniu. Nie potrafią odpowiedzieć na zadane pytania, nie znają nowości. Jej zdaniem dużo lepiej od nich swą rolę spełnia branżowa prasa handlowa przedstawiająca rynkowe nowości. Wielu sprzedawców zarzuca również przedstawicielom, że nie są elastyczni, jeśli chodzi o cenę. – Zamiast prezentów, wolałabym jakąś ciekawą ofertę dla klientów – zapewnia kioskarka Danuta Klich. Czy to jest niemożliwe? – Ja mam taką możliwość, żeby negocjować ze sprzedawcami cenę i widzę, że to odnosi pozytywny skutek. Właściciele sklepów bardzo chętnie przystają na propozycję jakiejś promocji czy nawet chwilowej obniżki ceny. Ale niestety wiele firm po prostu nie daje takiej szansy swoim pracownikom – tłumaczy Piotr Grabowski, przedstawiciel handlowy.

Eugenia Butka, właścicielka sklepu:
Mam swoich ulubionych przedstawicieli. Należy do nich pan Piotr. Zawsze elegancki i z wyczuciem. Nie zawraca mi głowy, gdy widzi, że mam dużo klientów i jestem bardzo zajęta. Nigdy nie udało mi się go zagiąć i przyłapać na braku wiedzy. Najmilszym przedstawicielom
w nagrodę staram się pomagać. Polecam ich produkty, by pomóc im w realizacji planów sprzedażowych. Szans nie mają ci, którzy wpadają na pięć minut, starając się wepchnąć jak najwięcej towaru po to, by pojawić się znów za miesiąc. Tacy mają wstęp wzbroniony!

Na takich przedstawicieli czekamy!
Ale nie wszyscy przedstawiciele są tacy sami. Są wśród nich prawdziwi profesjonaliści, dobrze reprezentujący swoje firmy. – Na szczęście rzeczywiście coraz rzadziej zdarzają się reprezentanci firm, którzy są niedouczeni. Większość tych młodych ludzi doskonale wie, jaką firmę reprezentuje i jaki towar ma do zaoferowania. Potrafi coś o nim powiedzieć, zachwalić, przekonać nas do kupienia go – mówi Eugenia Butka. Większość sprzedawców i właścicieli sklepów chwali tych przedstawicieli, którzy potrafią być elastyczni. – Mam takich, którzy jak raz zauważą, że pora, o której przychodzą, jest niewłaściwa, to następnym razem przyjdą później, tak żebyśmy mieli czas na rozmowę – chwali ekspedientka Halina Dobrzyńska. Handlowcy ze sklepów mają również wymagania dotyczące wyglądu przedstawiciela. – Nie ukrywam, że lubię, jeśli taki człowiek jest zadbany, schludny, dobrze ubrany. Wtedy mam też wrażenie, że firma, którą reprezentuje, jest porządna, bo zatrudnia odpowiedniego człowieka – podkreśla Dobrzyńska. Ważne są także maniery, kultura osobista, sposób podejścia do partnera w interesach, miłe podejście i wyrozumiałość – wymieniają sprzedawcy. Co na to handlowcy? – Moim zdaniem mija już era przedstawicieli handlowych „z ulicy”. Kiedyś było to stanowisko dostępne prawie dla każdego. Od dłuższego czasu trzeba przejść ostrą selekcję wstępną, a później cały czas się szkolić, aby pracować na tym stanowisku – twierdzi Grabowski. A to szansa na to, że zadowoleni będą zarówno przedstawiciele handlowi, którym uda się sprzedać produkt, jak i sprzedawcy – zadowoleni z obsługi. I dla takich przedstawicieli drzwi sklepów są otwarte.